Kiedy noc zaprzyjaźni się z człowiekiem, nie pozwala mu zasnąć. Leży więc nieborak taki, czekając, aż szafa w pokoju zacznie nabierać konkretnych kształtów, a regały pełne książek wyjdą z najgłębszego mroku; gdy świt zapuka do okien. To jest cykl, period tak stary, jak świat. A jednak za każdym razem niepowtarzalny, na tyle oderwany od rzeczywistości, na ile to tylko możliwe. Albo jeszcze bardziej. Ta spekulatywność nocy, z niczym nieporównywalna, daje niebywałe, nieograniczone wręcz możliwości. Możliwości obcowania z wyobraźnią, deklinacji wszystkich precedensowych myśli… Gdybym miał wskazać moment, kiedy kształtuje się światopogląd ludzki, bez wahania wybrałbym noc. Tę najciemniejszą, gdy pod wątpliwość poddawane jest jakiekolwiek istnienie – na czele ze swoim oraz w tę księżycową, upstrzoną rojem gwiazd czy innych świetlistych ciał niebieskich.
Ona jest melancholijna. Nie ma w niej miejsca na ogromne uniesienia, eskalację radości, krzyki zachwytu. To tak jakby przez Najświętszą Katedrę (a niechże ona będzie – i wierzę, że jest! – dla każdego z nas kimś lub czymś innym) przemaszerował pstry, hałaśliwy i plastikowy zespół muzyczny, znany z telewizji. Profanacja, rozumiecie.
Więc gdy leżę nocą, czekając aż szafa zacznie nabierać konkretnych kształtów, a regały pełne książek wyjdą z najgłębszego mroku (nie, nikomu się nie spieszy, wręcz przeciwnie – choć oboje zdajemy sobie sprawę z efemeryzmu), mam świadomość ściśle wewnętrznego eskapizmu, wytworzenia wokół siebie azylu, bezpiecznej przystani, wysepki na morzu. Czasem z czysto pragmatycznych pobudek, ale zwykle – bo po prostu to lubię.
Nie muszę pisać nic więcej,
życzę dobrych Nocy.
Zamieszczony w: Galaktyka | Otagowane: noc, oniryczność, sen, spekulatywność | 1 komentarz »


