O chuciach

Późna pora sprzyja rozmyślaniu. Najprawdopodobniej myśli wszelakie rodzą się cały dzień, pęcznieją w mózgu, obrastają tłuszczem nieświadomości, dojrzewają w wirze codziennych zajęć, by wraz z zapadnięciem zmroku móc wydostać się na zewnątrz – wprost na czystą kartkę. Ów eskapizm myśli wydaje się być kluczowy dla całego wszechświata. Bo ileż jakaś idea może siedzieć wewnątrz, ileż się tam kisić? Dzień, dwa, trzy? Siedzi, pewnie, gra w karty z jakimiś neuronami albo z szarymi komórkami. Wreszcie się nudzi, zniechęca, proces starzenia zostaje przyspieszony wielokrotnie. Nim jeżozwierz zdąży namalować obraz Guernica 2, idea zdycha pod ciężarem nowych pomysłów. Sytuacja się powtarza, powtarza, powtarza… Błędne koło zamknięte, kobyłka u płotu.

W każdym razie spostrzeżenie, którym za chwilę się podzielę z Wami, o drodzy przybysze z odległych układów solarnych, nie będzie zbyt odkrywcze ani zaskakujące, mimo to spodziewam się kilku zawałów oraz przeciągłych krzyków, brzmiących mniej więcej jak: “Nieeeeeeeeee!!!”.
Na pewno zauważyliście wśród ludzi – przyjaciół, kolegów, znajomych, a być może aż tak znajomych, że zauważyliście to nawet u siebie samych – wewnętrzną potrzebę narzekania. Taką malkontencką chuć. Że na przykład ktoś wygrał duże pieniądze, to zamiast się cieszyć, od razu zapala się we łbie lampka – aha, coś jest nie tak. Na pewno będzie trzeba podatek od tego zapłacić. Albo bandziory mnie napadną, wyrwą pieniądze i uciekną w siną dal. Albo – co gorsza – jedno i drugie. A w ogóle to losy na loterii były tak ustawione, żebym wygrał. Teraz specsłużby mnie namierzą, zrobią wywiad, by chwilę później wykorzystać seksualnie. Nie wywiad, tylko mnie. Inny przykład. Typowy człowiek: dwie ręce, dwie nogi, głowa, wybiera się na spacer. Piękna pogoda, słoneczko świeci (nie tyle, że świeci. Bo zawsze świeci, od dobrych kilku lat. To tak naprawdę chodzi o to, że promienie przechodzą przez chmury, a ostatecznie trafiają na ziemie. Zresztą nie będę was zanudzał), powietrze czyste. Nic, tylko wyfrunąć z domu na skrzydłach z marzeń, blablabla. Ale nie. Ten typowy człowiek gdzieś wewnątrz czuje, że to nie może być tak ładnie. Czarna myśl przebiega przez zakuty łeb, zasiewa ziarno niepewności (a czarna myśl rolnikiem jest doskonałym – toteż plony zbiera natychmiast) i bystry malkontent raz, dwa zauważy: miało być pogorszenie pogody. Wprawdzie podawali to dwa tygodnie temu, a długoterminowe im się nie sprawdzają… Ale co tam. Na pewno będzie padać! A poza tym: nie będzie mnie w domu, to z całą pewnością go okradną! A jeszcze nogę złamię po drodzę! Spowoduję lawinę, zamieć śnieżną, bezpłodność u ostatniego samca wymierającego gatunku! Nie, nie pójdę nigdzie! Więc siedzi taki jeden z drugim w domu i – chcąc nie chcąc – wysyła złą energię w świat. Ta zła energia okrąża ziemię, zahacza biednych ludzi, by wreszcie wrócić do nadawcy z ogromną mocą. Nie dziwne, że później ów typowy człowiek dostaje piorunem w bezchmurny dzień. W piwnicy, na przykład.
To jest jedna sprawa. Druga – jak świat światem, każdy chce być szczęśliwy. Wybiera do tego różne metody, a i szczęście wielorako się przejawia, natomiast fakt jest faktem – Ty, ja, nawet Twoja gruba ciocia – my wszyscy szukamy radości. Nawet z czysto pragmatycznego punktu widzenia, droga do radości powinna wieść od stacji “Nieradość” do stacji “Radość”. Problem nas wszystkich polega na tym, że pomiędzy tymi dwiema umownymi miejscowościami, sami zakładamy kolejne. Ba! My to chcemy robić! Jak się co złego nam dzieje, to myślimy “No, jest źle, ale po to, żeby mogło być dobrze!”. Zły tok rozumowania! Jak niby szczęścia w nieszczęściu szukać? Stwórzmy sobie nieszczęście, a będziemy szczęśliwi? Jasne, są sytuację, na które (może tylko pozornie?) nie mamy wpływu. Zostawmy je. Wierzę jednak, że to jeno margines problemów naszych, reszta to sztucznie wykreowane twory.

Jest noc. Noc, która lada moment przechodzić zacznie w ranek – w kolejny dzień. Spójrzmy nań możliwie optymistycznie, nie rzucajmy sobie kłód pod nogi. Bo ani to wesołe, ani przyjemne. A jak wyślecie trochę pozytywnej energii – albo ograniczycie emisję ten złej – to naprawdę nie będziecie stratni. Choćby to wszystko, co napisałem powyżej, było jedną wielką bzdurą.

W którą jednak święcie wierzę.

Dodaj komentarz