Pod wpływem środków odurzających i pierogów z borówkami, nocą poprzednią spłodziłem limeryk, stając się tym samym duchowym i lirycznym spadkobiercą myśli Juliana Tuwima (ten notabene urodził się tego samego dnia, co ja – jeno dziewięćdziesiąt kilka lat wcześniej), Wisławy Szymborskiej czy Stanisława Barańczaka, którzy to parali się tym trudnym rodzajem twórczości. (Nie żebym wcześniej limeryków nie pisał – ale tamte zginęły w starych zeszytach; zeżarł je kurz, roztocza, pochłonął marazm…) Mało tego! Albo i nie. Dość tego. Oto limeryk:
Była sobie babka,
Co szturchała dziadka,
Babka zdechła w zeszłą zimę,
Dziadek smutą zrobił minę,
Szturcha go sąsiadka.
Zamieszczony w: Ach! Się będzie działo! | Otagowane: babcia, całujcie mnie wszyscy w dupę, dziadek, kolorowe kredki, limeryk, poezja, seks, tuwim, umba, w pudełeczku noszę, wiersz, śpiwewna
Dobra pointa. : ]
Znaczy – udany limeryk, o!
Padłem byłem.
O!
tak a przeklenstwo? jedno chociaz trzeba bylo dac bo tak to nie jest fajne ty bluzgaczu
Masz najgłupszy kolorowy znaczek, głupi kuniu jeden!
tak ja to co ty dopiero mazsz? noge z takimi wlochami ze zaiataja ulice
Nono, tak się często zdarza, dobre to!
Limeryk z polotem